Kroniki Kregulca

Rozdział I. Początek

W czasach kiedy ziemiami rządził książę Raciborski a pod swoim panowaniem posiadał wyśmienitych rycerzy. Jedynych w swojej okazałości, których żaden z władcy nie powstydziłby się, a odwagą porównujących rycerzom pod panowaniem samego króla ziem Polskich, gotowi poświęcić swoje życie za każdego kto jest mieszkańcem ziem księcia, walczą z honorem z każdą napotkaną przeszkodą na swojej drodze. Jednym z rycerzy podlegającym księciu był Kregulec, młody chłopak który niedawno zasilił szeregi rycerzy, jednak nie można było mu odmówić młodzieńczego zapału, którym chciał zdobyć władzę i bogactwo. Z wyglądu Kregulec był bardzo przystojny, już za czasów panny uganiały się za młodzieńcem a wszyscy opowiadali, że ze znalezieniem wybranki nie będzie miał najmniejszego problemu. Nie tylko wyglądem Kregulec mógł się poszczycić, lecz również bardzo dobrymi umiejętnościami bojowymi, które jak mówili ludzie doprowadzą go do czegoś wielkiego.

W niedługim czasie po dołączeniu do sztabu rycerskiego Kregulec nie mógł doczekać się swojego pierwszego zadania, które jak często powiadał wszystkim będzie pozwalało mu wykazać się i pokazać z jakiej stali został wykuty. Niestety jednak nie miał co liczyć na zadanie godne wychwalenia ponad niebiosa ze względu na swój młody wiek oraz fakt, że jeszcze wiele rzeczy musi zrozumieć w życiu gdyż z takim zapałem prędzej zostanie wysłany do ziemi niż wychwalany przez wszystkich przez czasy. Kregulec nie ustępował i przy każdej możliwej okazji dopraszał się o nadająca się okazje do wykazania się a tym samym wykonując pierwszy krok w stronę zdobycia władzy i bogactwa. Nie musiał długo czekać ponieważ nadarzyła się okazja idealna dla młodego rycerza, która wszyscy jednogłośnie zadecydowali że nauczy młodzieńca rozwagi oraz cierpliwości mówiąc „co nagle to po diable”. Z tymi słowami młody Kregulec został oddelegowany z zadaniem pilnowania szlaku bursztynowego znajdującego się na ziemiach podlegających księciu Raciborskiemu.

Po dotarciu do wyznaczonego stanowiska Kregulec czuł wielką motywację aby wykonywać jak najlepiej powierzone mu zadanie, do tego stopnia że można było odnieść wrażenie iż za bardzo wczuł się w wyznaczone zadanie i zamiast nauczyć się bycia poprawnym rycerzem, tylko pogłębiał swoje mocno zakorzenione marzenie o władzy i bogactwie. Dzień Kregulca przedstawiał się następująco, zaczynał od obchodów szlaku bursztynowego, zaczepiając przy okazji kupców którzy wydawali mu się podejrzani, nawet jeśli źle spojrzeli na młodego rycerza. Kontrola kupców nie kończyła się tylko na wymianie informacji, lecz na dogłębnym sprawdzeniu dokąd kupiec się wybiera, skąd przybywa, co przewozi, czy napotkał jakieś niebezpieczeństwa na swojej drodze. Wszystkie pytania zadawał z takim entuzjazmem, ponieważ chciał się dowiedzieć czy nie daleko jego posterunku znajduje się obóz rabusiów, którzy byliby idealną okazją do wykazania się i pokazania wszystkim, że jest godny na bycie wielkim rycerzem. Po kontrolach kupców wybierał się kolejno na posilenie się posiłkiem, a następnie ponowną kontrolę szlaku i kupców. Powierzone zadanie Kregulcowi zamieniało się w rutynę i spowodowało zasianie ziarna wątpliwości w umyśle młodego rycerza, czy powierzone mu zadanie nie jest aktem pozbycia się go z zamku w ramach kary. 

Z każdy dniem ziarno wątpliwości co raz mocniej zakorzenia się i powodowało, że Kregulec nie wiedział już co myśleć na temat powierzonego mu zadaniu. Coraz częściej odpływał myślami w najróżniejszych momentach, a najbardziej kiedy rozmawiał z kupcami których spotkał podczas swoich obchodów szlaku bursztynowego, czasem zdarzało się że któryś z kupców wspominał o zamku, królu czy rycerzach mógł spotkać się z podniesieniem głosu czy zagrożeniem ze strony młodego rycerza. Momenty te oznaczały, że Kregulec zbliżał się ku granicy swojej wytrzymałości psychicznej ponieważ w głowie posiadał już tylko jedną myśl, że został wysłany do pilnowania szlaku bursztynowego jako swoistą karę za swój młodzieńczy charakter. Wiedząc mimo to nie potrafił się kontrolować swoich odczuć, które w późniejszym czasie doprowadzało do tego iż Kregulec zaczął twierdzić, że tak naprawdę nikt nie zauważył jego talentu a nawet że zazdroszczą go. Z tak silnymi uczuciami usłyszał z dala głos wołający o pomoc. Wtem otrząsnął się i szybkim tempie, pogalopował w stronę źródła dźwięku. Gdy już zajechał skąd usłyszał głos zobaczył na swoich oczach sytuację, w której kupiec był rabowany przez grupę rabusiów, tych o których słyszał przez parę dni od mijających kupców, rabusiów którzy mieli być jego szansą do wykazania się, ale w tym momencie, mając w sobie burzę emocji, potrafił tylko obserwować zaistniałą sytuację. Widząc to wszystko, w Kregulcu coś pękło a w miejscu targających emocji przyszła myśl aby zostać rabusiem, takim jakich ma przed sobą, wolnych, nie muszących nikomu nic udowadniać, mogących spełnić swoje marzenia. Po wszystkim widział tylko uciekających rabusiów ze skradzionym łupem, kupca który nie wiedział co ze sobą zrobić oraz Kregulec, który po wszystkim poczuł jakby zrzucił z siebie wszystkie łańcuchy. Mógł teraz spełniać swoje marzenia będąc rabusiem.

W okolicach północy, kiedy to Kregulec przesiadując przy ognisku, w świetle promieni księżyca przeglądał skarby, które tego samego dnia zdobył rabując bogatego kupca. Wiatr lekko kołysał otaczające korony drzew, choć nagle Kregulec zobaczył wyłaniająca się spośród drzew ciemną postać. Kregulec w momencie zobaczenia postaci, pierwsza czynnością jaką wykonał było wyciągnięcie swojego miecza, skierowałem ostrze w kierunku wychodzącej postaci. Osoba, która wyszła wyglądała na niebezpieczną osobę, jednak kiedy pierwsze promienie księżyca rzuciły światło na postać, Kregulec zauważył że postać okazała się starszym człowiekiem, z widocznymi śladami ugryzień czasu na twarzy. Powolnym krokiem zbliżał się w stronę Kregulca, choć ten dalej kierował ostrze w jego stronę. Dopiero kiedy osoba, gestami rąk pokazał, że nie ma złych intencji, Kregulec opuścił broń. Wtedy dopiero Kregulec dowiedział się, że nieznajoma osoba przedstawia się imieniem Szatan i przyszedł spotkać się z Kregulcem w bardzo ważnej sprawie.

Rozdział II. Pakt

Kregulec obudził się następnego dnia, zastanawiając co tak dokładnie stało się poprzedniej nocy, wysilał się przypominając każdy możliwy szczegół. Pamiętał, że osobnik przyszedł do niego, przysiadł przy ognisku i zaczął rozmawiać z nim o sprawach królestwa, o bursztynowym szlaku oraz czy młody rycerz nie chciałby zmienić swoje życie, na takie jakie zawsze marzył. Zainteresowany Kregulec zapytał się o szczegóły oferty od nieznajomego, który zaintrygował go w jaki sposób może dać upragnioną władzę oraz bogactwo. Wtedy nieznajomy oświadczył, że nie wymaga niczego wielkiego a jedynie mały gest, który pozwoli wszystko zdobyć. Otóż jegomość zapowiedział, aby otrzymać to co najbardziej chciałby Kregulec musi w obecności gwiazd, przy świetle księżyca i płomieniach ogniska wyrzec się swojej duszy na rzecz nieznajomego.


Momentalnie Kregulec osunął się na ziemię, zastanawiając się co nieznajomy przybysz mówi, jak w zamian za duszę może otrzymać władzę i bogactwo, od razu znów podniósł swój miecz wrzeszcząc w stronę postaci, że niech nie próbuje żartować ponieważ zakończy tutaj swój żywot wśród drzew. Osobnik próbował gestami ręki uspokoić Kregulca, jednak ten głuchy nie słuchał dalej ani jednego słowa , które wychodziły z ust osoby naprzeciw jego. Nie wiedział co ma wykonać, czy będzie musiał zabić, czy po prostu tak naprawdę nie śni mu się to, czy wystarczy tylko zamknąć oczy aby wszystko wróciło do normy i nadal był na polanie, przy ognisku myśląc o kolejnym dniu jako rabuś kupców na bursztynowym szlaku, zdrajca królestwa.

Zamknął oczy z nadzieja, że wszystko wróci do normy, jednak głos nieznajomego potwierdziło najgorsza obawa, to się działo naprawdę i jegomość oczekiwał odpowiedzi Kregulca. Młody rycerz momentalnie przez drżące usta zapytał się kim jest, że posiada możliwość ofiarowania mu tego co pragnie z głębi serca. Ten tylko uśmiechnął się szyderczo, skłonił się i przedstawił jako Szatan, ponawiając swoje oczekiwania za spełnienie. W głębi duszy Kregulec walczył ze sobą, rozumem i sercem. Rozum podpowiada, że to jest dziwna sytuacja aby osoba okrzykująca się Szatanem za duszę może mu ofiarować władzę i bogactwo, jednak serce sprzeciwia się rozumowi i namawiało, wręcz kusiło aby oprzeć się ofercie.  Ostatecznie serce wygrało z rozumem, co skutkowało że Kregulec w obecności czystego nieba, przy świetle księżyca oraz płomieniach ogniska uklęknął przed Szatanem a następnie wypowiedział magiczne słowa “Oddaję ci swą dusze”, które odbijały się echem wśród drzew które otaczały ich, również w głowie Kregulca, który zaraz po tym zobaczył jak Szatan wcześniej będącego człowieka z wyglądem oznaczającym ugryzienie przez czas zamienił się w coś niepodobnego w żadnym szczególe do człowieka. Momentalnie przed Kregulcem stanął demon z samych czeluści piekieł, z czerwonymi ślepiami, o ciemnej skórze oraz czarnymi rogami. Jedyne co się nie zmieniło w postaci to jego szyderczy uśmiech, który widział wcześniej. Szatan uśmiechając się zaczął śmiać się a następnie włożył rękę do ognia, na co Kregulec odsunął się od niego po ziemi, do momentu w którym zobaczył, że osobnik w ogóle nie robi nic sobie z szalejących płomieni wydobywających się z ogniska. Zastanawiając się po co włożył rękę do ogniska zrozumiał widząc wyłaniająca się miecz, który w blasku księżyca promieniał, serce Kregulca zadrżało. Zdobienie widoczne na nim przedstawiały wiatr formujący litery układające się w słowa wypowiedziane przed chwilą przez Kregulca “Oddaję ci swą duszę”.  Widząc cudo stali, które ukazało się przed Kregulcem, serce zaczęło jeszcze bardziej mu drżeć by następnie poczuć silny ból wewnątrz ciała, jakby ktoś wypalał go od środka, z każdą chwilą czuł że zaraz upadnie na ziemię, szybko złapał za rękojeść miecza którą trzymał szatan aby się podtrzymać. W momencie złapania miecza, Kregulec odczuł ulgę jakby ktoś leczniczym dotykiem ugasił płomień w środku, na tyle że bohater upadł wykończony, widząc przez zamykane oczy jak Szatan uśmiechnął się do niego na odchodne mówiąc “Teraz należysz do mnie, mój sługo”.

Po przypomnieniu sobie wszystkiego co pamiętał zobaczył przy swoim boku ten miecz, uśmiechnął się do samego siebie. Bardzo spodobał mu się miecz ofiarowany przez Szatana, mimo iż jego ceną była sama jego dusza, o której przypominał mu tekst widniejący na stali. Próbował wstać, myśląc że będziemy miał z tym trudności, jednak ku jego zaskoczeniu czuł się bardzo dobrze, pomyślał aby sprawdzić jak dobrze jest wytworzony miecz, choć ciężko mu było o tym myśleć wiedząc że został wyciągnięty z ogniska. Ku jego zaskoczeniu w ogóle nie odczuwał żadnego ciężaru miecza, uważał wręcz że waży tyle co powietrze. Wymachiwanie mieczem, które szło bardzo płynnie przypomniało Kregulcowi o czasach kiedy to ćwiczył do upadłego drewnianym mieczem każdą technikę, aby stać się jak najlepszym rycerzem.  Niestety, ostatecznie stał się zdrajcą i ostatecznie sługą Szatana, sprawcą wszelkiego zła.

Nie myśląc dłużej, zastanowił się nad tym czy nie wybrać się na szlak co by nie marnować dnia na rozmyślaniu co się zmieni kolejno w już pokręconym życiu…

III. Konsekwencje

Obóz Kregulca umieszczony był spory kawał drogi od bursztynowego szlaku, aby nie było łatwo zlokalizować kryjówki złodzieja. Teren był na tyle niebezpieczny, że sam las był idealnym bezpieczeństwem dla nieproszonych gości, którzy jednak próbowaliby zapuścić się w tamtejsze tereny. Złodziej znał każdy zakamarek lasu co pozwalało mu swobodnie dobrać ścieżkę pozwalającą szybko i bezpiecznie dojść do celu. Jednak tym razem było coś nie tak, przejeżdżając między drzewami czuł zimny chłód na swojej skórze mimo iż słońce w pełnej okazałości. Próbował nie przejmować się tym, jednak ciężko ze świadomością iż dzień wcześniej oddał duszę Szatanowi za bogactwo i władzę, śmiejąc się stwierdził że póki co otrzymał piękny miecz, przyodziany przy pasie. Zbliżając się ku wejściu do lasu poczuł ostatni raz chłód a kolejno wzrok pochodzący z krzaków, podszedł powoli w tamtą stronę jednak ostatecznie nikogo nie było, pomyślał, że jednak mu się tylko wydawało. Skoczył na konia i popędził już szybko w stronę bursztynowego szlaku.

Dotarcie do miejsca, w którym czyhał na swoje nie zajęło mu zbyt długo , na długości szlaku który atakował kryjówek posiadał wystarczająco tyle by spokojnie rotować je po każdej udanej próbie ataku. Dzisiaj przypadła jedna zaraz koło rzeki, która pozwala napoić konia oraz zmyć z siebie wszelkie ślady krwi po zabiciu ofiary. Czekając w zaroślach zaczął mimochodem zastanawiać się co tak naprawdę chodziło w słowach Szatana, popatrzył w tym momencie na miecz przypasany przy pasie i napis na nim “Oddaję ci swoją duszę”. Nie wiedział w ogóle co to zmienia w jego życiu, czuje na swojej skórze powiew wiatru, promienie słońca więc na pewno wciąż żyje. W tym momencie poczuł znajomy chłód na szyi oraz coś nowego czyli słyszał cichy dźwięk, który mówił do jego ucha “Kregulcu”.

Z myśli wyrwał go dźwięk rżących koni, sprawdził co jest źródłem dźwięku choć doskonale znał to, zamożny kupiec który zmierzał w stronę miasta sprzedać towar zakupiony nad morzem, Kregulec spodziewał się wojska, które powinny patrolować szlak. Widać jednak wieści nie doszły do króla, aby ten zarządził wzmożenie ochrony na szlaku albo po prostu nie interesuje się życiem kupców oraz swoich obywateli. Pomyślał, że to dla niego dobra okazja by nadal aktywnie rabować skoro nie musi się na ten moment obawiać zagrożenia ze strony księstwa. Przygotowany do ataku, zastanawiał się jak najszybciej pozbyć się ofiary i przetransportować skradziony towar do swojej kryjówki. Ostatecznie stwierdził, że w momencie przejechania koło drzewa przy którym znajduje się Kregulec, naskoczy na kupca zadając precyzyjny cios w samo serce aby nie marnować czasu ani siły na szarpanie się.

Gdy tylko kupiec zbliżył się do wyznaczonego miejsca, Kregulec ujrzał że ofiara nie jedzie sama, dokładnie rzecz ujmując prócz samego mężczyzny znajdowała się za nim piękna młoda kobieta a przy niej urocza mała dziewczynka, widząc taki obraz można było stwierdzić że rodzina prócz interesów pokazuje dziewczynce morze, które nazywane jest przez niektórych skarbnica bursztynu. Przykre było, że tak piękny powrót nad morza zakończyć musi się krwawo, jednak Kregulec wiedział ze nie może pozwolić sobie na zostawienie świadków, którzy mogą zdradzić jego tożsamości oraz miejsca gdzie można go spotkać. Myśląc tak zdziwił się, że nie czuł się przy tym smutno co nie raz zdarzało się w niektórych momentach, takim jak wtedy gdy zabił młodego kupca, który widać było że dopiero rozpoczął przygodę z podróżą a już miał nie małą sumę pieniędzy pozwalająca mu na dostatnie życie. Tym jednak razem Kregulec nie odczuwał nic, jakby nagle ktoś wyrwał mu serce pozostawiając pustą przestrzeń. Przez te wszystkie przemyślenia prawie doprowadził, że kupiec dostrzegłby złodzieja w krzakach.

Nie mogąc się dalej pozwolić na dalsze myślenie i doprowadzenie do wykrycia Kregulec wyskoczył nagle na kupca, który to nie spodziewał się ani trochę co zaraz się stanie, nim zdążył wypowiedzieć jakiekolwiek słowo miecz znalazł się w jego sercu a usta zostały zatkane przez dłonie Kregulca. Było to na tyle ciche, że śpiące obok kobiety nie zostały obudzone co było dobre dla Kregulca aby jednak nie musiał widzieć wyrazów twarzy matki oraz córki, które zostaną lada chwile również zabite. Jednak nie udało się tak jak chciał Kregulec i bezwładnego ciało kupca osunęło się i spadło na ziemie wydając głośny dźwięk, który przebudził kobiety oraz wystraszył lekko konia. 

Kobieta gdy tylko przebudziła się zaczęła drzeć się tak głośno, że zaraz córka obok zaczęła otwierać oczy aby sprawdzić co sprawiło, że mama tak głośno krzyczy, jednak nie miala szans zobaczyc swojej mamy poniewaz ta została pozbawiona w krótkiej chwili glowy przez wysoka postac stojąca nad nich, gdy tylko dziewczynka spojrzała dokładnie nie mogla uwierzyc co przed nią stoi, nie wygladalo w ogole na czlowieka a na straszna postać z najgorszych koszmarów, zaczęła panicznie wrzeszczeć i płakać mówiąc “Zostaw mnie potworze! Czemu zabiles moja rodzine?! My tylko wracaliśmy znad morza, gdzie tatuś załatwił sprawy a ty ich zabiłeś!” 


To było ostatnie słowa jakie wypowiedziała dziewczynka w stronę Kregulca, który zaraz po tym wbił złodziej wbił miecz kończąc żywot całej rodziny kupca, który wracał z interesów z nad morza. Zastanawiał się dlaczego nazwała go potworem, zwykle słyszał pozaziemskie określenia, jednak tym razem w głowie utkwiło mu określenie “potwor z najgorszych koszmarów”. Zszedł z powozu, aby uspokoić konia i pójść na rzekę zmyć z siebie krew. Myślał co zrobić z powozem, w jaki sposób pozostawić go żeby nie było widać ze zostali napadnięci przez bandytę grasującego na szlaku. Zdecydował się na pozostawienie go na skraju lasu wyciągając ciała tak, aby zwierzęta zajęły się reszta sprawy, do końca dnia wilki się zejdą na łatwe pożywienie. 
Woda w rzecz wydawała się cieplejsza niż zwykle, nie wiedząc czemu. Dopiero gdy Kregulec spojrzał w tafle wody przeraził się w pierwsze chwili ponieważ zamiast zobaczyć swojej twarzy zobaczył cos naprawdę strasznego, nie wyglądającego jak człowiek, po namyśle stwierdził że to jest on sam, przyglądając się odbiciu zrozumiał do kogo jest podobny, do osobnika który zrobił mu to, Szatan! Wtedy zrozumiał dlaczego dziewczynka zaczęła tak panicznie wrzeszczeć i mówić dziwne rzeczy, zobaczyła demona na własne oczy. Jednak Kregulec zastanawiał się dlaczego dopiero przed chwilą wyglądem przypomina demona, jeśli chwile wcześniej był jeszcze z wyglądu normalnym człowiekiem. Wtem spojrzał na swój miecz przy pasie, który był cały z krwi, jednak wyryte na nim słowa błyszczały się mimo iż stal pod cieniem. Zdał sobie sprawę, ze rozlew krwi mieczem podarowanym przez Szatana wprowadza w życie ich umowę.

Nie wiedząc co zrobić z tym wszystkim Kregulec szybko wyczyścił się z krwi, który zwykle śmierdziała tym razem była dla nie niczym innym plamami. Zbierał się szybko z miejsca, nie myśląc dalej zabrał towar na swojego konia a wóz puścił mimochodem aby koń sam się w pewnym momencie zatrzymał, byle tylko daleko od Kregulca. Po przygotowaniu wszystkiego Kregulec w te pędy wyruszył w stronę swojej kryjówki. Próbował nie myśleć o tym wszystkich jednak nie potrafił tego kontrolować, w szczególności ze po przekroczeniu wejścia do lasu poczuł spojrzenia w swoja stronę ze strony krzaków, tym razem nawet widząc te wszystkie ślepia, wiedział że nie są to ludzkie oczy a wszystkiemu dodawał fakt, że osobniki z krzaków wymawiała jego imię, Kregulec.